List z Syberii – grudzień 2024

Syberia

Autor:

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Moi mili, pozdrawiam Was z Syberii.

Przed kilkoma dniami wróciłem z północy. Miałem tam rekolekcje. Byłem w Surgucie, Nojabrsku i Kogołymie. By tam dotrzeć leciałem dwoma samolotami. Piękna przyroda, wspaniali ludzie i obrzydliwie surowy klimat. Pani Ania prosi mnie bym się cieplej ubierał. W mojej młodości, wspomina, zimą było minus 60. A teraz to już nawet 50 nie uraczysz. Ociepliło się. 🤣Temperatury nie robią na mnie wrażenia ale wiatr. Ten jest przerażający. Przenika na wskroś. Jasno robi się dopiero około jedenastej. Trzy godziny później jest już kompletnie ciemno.

Półwysep Jamalski zamieszkują w dużej mierze Chanty, Nieńcy i Mansy. To ich ziemia. Jest ich niestety coraz mniej.

Największe wrażenie zrobiły na mnie roraty. Msza jest o 7 rano. To nie Polska. W tym prawie półmilionowym mieście masz tylko jeden kościół. Niektórzy wychodzą z domu już o 5 rano. Znam dwa małżeństwa, które jadą ponad 70 kilometrów po to tylko by być na Mszy. Przy 30 – sto stopniowym mrozie to niewielka przyjemność. A jednak kościółek wypełniony jest po brzegi. Tu trzeba mieć wiarę.
Do domu wróciłem niezwykle zbudowany. Hart ducha tych ludzi robi wrażenie. Ich się nie da zapomnieć.
Po powrocie do Kemerowa czekała na mnie niemiła niespodzianka. Mechanicy po raz kolejny przesunęli termin. Teraz obiecują, że auto zrobią mi do końca roku. Zobaczymy. Nie określili przecież o jaki rok im chodzi.

Na razie więc jeździmy na starym, wypożyczonym busiku. To auto jest jeszcze całkiem nie najgorsze. Szkoda tylko, że ogrzewanie nie działa. Ratujemy się zatem kocami.

Przez ostatnie 4 dni był u mnie ksiądz Romek. Prowadził rekolekcje. Zrobił to pięknie. To miejscowy kapłan. Grekokatolik. Wraz z rodziną mieszka w mieście. 300 km ode mnie. Odwiedziliśmy prawie wszystkie moje wspólnoty. Wracając z jednej z wiosek, ksiądz Roman nie wytrzymał. „Myślałem, że widziałem już wszystko. Przyzwyczaiłem się do biedy. Takiej jednak nędzy już dawno nie widziałem. Jak oni tu żyją? Bez lekarza, bez szkoły, bez apteki, bez sklepu, bez Internetu, bez samochodu, bez gazu, bez łazienki. Z autobusem raz na dwa dni. Nie. To nie dla mnie.”

Wiem. Uśmiechnąłem się. To dla mnie. W sam raz dla mnie. To trzyma mnie przy życiu. W pionie.
Życzę Wam dobrych, ostatnich, dni adwentu.

Czuwajcie.

Comments are closed.